kwi
06
2010

Moje zmęczenie

Mały kryzysik, i fizyczny, i psychiczny. Nic nie pisałam, bo po prostu nie miałam siły. Tej nocy, kiedy pisałam poprzedni wpis Adaś znów wysoko zagorączkował, ponad 39 stopni. Gorączka utrzymywała się jeszcze do soboty. Byłam tym faktem zaniepokojona, ponieważ zwykle zastrzyki domięśniowe szybko pomagają. Adaś dostawał Zinacef. Być może już się „uodpornił”, bo otrzymywał to dożylnie podczas ostatniego zapalenia oskrzeli, jakie miał po operacji z dnia 27.10.2009. W sobotę nawet zdawało mi się, że oddycha mu się trudniej, czyli zamiast poprawy, jest gorzej.

W poniedziałek 15.03 była Pani doktor pediatra z hospicjum, żeby Adasia osłuchać i jak tylko przyłożyła słuchawki do płuc było – „ojojoj”. Nie było dobrze, więc Adaś dostał silny dożylny antybiotyk Gentamycyna – 5 zastrzyków. Po tych zastrzykach już widać było lepiej. Zaczął spać całe noce i od środy 17.03 zaczęliśmy rehabilitację po dłuższej przerwie na pobyt w szpitalu i zapalenie płuc. Nawet ładnie ćwiczył jak na dziecko, które było tak zmęczone leczeniem.

Mówię Wam bardzo Adaś się męczył, kiedy miał gorączkę. Zwykle ma dość niską własną temp. , bo 36,4. W czasie choroby jak zaczynała rosnąć do 37,2 już miałam zbijać, bo u Adasia bardzo szybko dochodzi do gwałtownego wzrostu gorączki. W sumie dostał więc 17 zastrzyków – 12 z Zinacefu i 5 z Gentamycyny. Przy wielkości jego pupy naprawdę nie było gdzie kuć. Był bardzo dzielny. Oczywiście bardzo płakał podczas zastrzyku, ale już krotko po potrafił się śmiać. Jak miał przez te kilka dni gorączkę, to oczywiście był nie do życia. Nie śmiał się. W nocy miał takie ataki kaszlu, że czasem musiałam mu robić inhalację. Potrafił kaszleć przez godzinę. Jest taki problem przy jego wąskich oskrzelach, że w trakcie infekcji dochodzi do jeszcze większego zwężenia. Wydzielina jest bardzo gęsta i jest jej dużo, co skutkuje zatkaniem oskrzelików, jak ja to nazywam Adaś się czopuje. I jest problem. Nie może takiej wydzieliny wykrztusić, a ja nie mogę jej odessać, bo jest za gęsta. Mówię Wam dramat. Czuję się wtedy taka bezradna. Patrzę jak on się męczy i nie wiem jak mogę mu pomóc. Od rana miał inhalacje z Mucosolvanu na rozrzedzenie wydzieliny, bo po nocy jest zawsze najgorzej, ale nie pomagało tak od razu. Nieraz kaszlał godzinę, żeby wykrztusić.

Nasz dzień w czasie zapalenia płuc składał się więc z około 6 – 8 inhalacji, oklepywania, częstego karmienia mniejszymi porcjami, bo w trakcie kaszlu dochodziło do wymiotów. Krótko mówiąc okropne męki.

Z drugiej strony jestem dumna z siebie, że udało się Adasiowi pomoc w warunkach domowych, bez leczenia dożylnego. Myślę, że w szpitalu nie doszedłby tak szybko do siebie. Zastrzyki skończył 20.03, a dzień później Pani doktor go osłuchała i było czysto. Pogoda się poprawiła, więc nawet pozwoliła Adasia zabierać już na spacery.

Jednak chyba za wcześnie. Wyszliśmy na spacer we wtorek i środę, a w czwartek dostał gorączki 39 stopni i zaczął kaszleć. Pomyślałam znów o najgorszym – wróci zapalenie płuc ???, Wyrzucałam sobie, że to z mojej winy, bo koniecznie chciałam go zabrać na spacer. Powietrze jeszcze zdradliwe. Adaś jest taki ciekawy świata. Jechał na pół siedząco w wózku bliźniaczym z …Anią, a Stefek drugim. Tak się rozglądał widać było, że mu się podoba. Znów miał zwiększone inhalacje z Pulmicortu aż do 500 na jedną. Dostawał Eurespal przeciwzapalnie i jakoś pomogło. Wydzielinę miał wtedy jeszcze brzydką rano. Po nocy była zielonkawa i bardzo gęsta. W czasie infekcji uaktywnia się Pseudomonas Aeruginosa – bakteria przez którą Adaś jest skolonizowany. Na co dzień jest jego przyjacielem, że tak powiem. Nic mu nie robi złego, ale kiedy zaczyna się infekcja przechodzi ją gorzej i dłużej.

Na dziś jest dobrze. Adaś przesypia noce. Jest nawet plus tego zapalenia płuc. Zaczęłam mu robić ostatnią inhalację przed zaśnięciem, a nie około 23 – 24. Jak robiłam mu inhalację na śpiąco bardzo się ostatnio denerwował. Był wtedy czujny. Hałas inhalatora mu przeszkadzał i zaczynał płakać. Dlatego inhalacje tak mu robiłam późno, żeby dospał do rana. Wcześniej było tak, że wydzielina stawała się tak gęsta, że nie mógł oddychać i musiałam mu robić inhalacje około 4 czy 5 nad ranem. Teraz już jest chyba po prostu większy i lepiej jest z wydzieliną. Zasypia około 21 i śpi bez przebudzenia do 7 czy 8 rano. Raj dla mamy J.

Byłam tak wyczerpana, bo sama też chorowałam. Po pobycie w Warszawie byłam osłabiona. Spanie na podłodze, stresy, podróż do Warszawy. Szybko po powrocie też złapałam infekcję – zapalenie gardła. Bardzo oporne bakterie czy wirusy. Antybiotyk nie chciał pomóc. W tamtych dniach wszyscy byliśmy chorzy. Mąż poszedł na L4 i był w domu półtora tygodnia z zaleceniem leżenia … Czy przy małych dzieciach można poleżeć, ba – pytanie retoryczne. Nie ma szans na odpoczynek. Moja Mama też się pochorowała. Pojechała do domu do Taty odpocząć i się wyleczyć. Ania też była chora i oczywiście Stefek też, więc mieliśmy niezły kocioł w domu …

A na koniec link do filmiku z Anią  i Stefkiem.


http://www.youtube.com/watch?v=gJ6uK66QM1E

Napisane przez Beata w: Uncategorized |

Brak komentarzy »

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL


Zostaw komentarz

Design: TheBuckmaker.com WordPress Themes